Kategorie: Wszystkie | .
RSS
wtorek, 08 maja 2012
Już mi lepiej

Ten blog ma dla mnie niebywałe znaczenie terapeutyczne. Jak sobie tu żółci uleję, to w mym życiu realnym już nie muszę i mój mąż ma przez to lżej ze mną. Więc wybaczcie mi, że czasem będą tu takie wpisy jak poprzedni.

Dziś już będzie miło i radośnie. Bo się z tego wszystkiego zapomniałam pochwalić moim sukcesem a mianowicie tym że rozliczyłam PIT. To samo w sobie żadnym wyczynem nie jest, bo akurat na pitach byle kto mnie nie zagnie i rozliczam nawet najbardziej skomplikowane z wyrazem znudzenia na twarzy. Ale ja go zrobiłam PRZEZ INTERNET :D I było to zajebiście łatwe. Wreszcie ktoś w tym kraju wyszedł naprzeciw mojemu lenistwu. Kocham cię Państwo Polskie :D

A w czasie majówkowego weekendu siłą rzeczy jakieś wolne dni miałam. I w jeden z takich dni zebraliśmy się większą ekipą i pojechaliśmy do Suchej Beskidzkiej a stamtąd wybraliśmy się na coś co miało być spacerkiem a okazało się wędrówką, bo mojemu kumplowi włączył się tryb "stary harcerz" i przewlókł nas z Suchej aż do Zawoi. Oczywiście przez góry i pagórki a w końcowej fazie odkrytą asfaltówką dzięki czemu czułam się jak Frodo idący do Mordoru. A miało być tak pięknie...

Mieliśmy wyjść tylko na Grzechynię i tam znaleźć miłą częściowo zacienioną polanę na której skonsumujemy majówkowe żarełko i browary. Mój mąż miał plecak browarów a ja drugi żarcia. Ten na dole to piwko ;)

.

Ta część grupy, która na co dzień nie ma ze sportem na pieńku, wydarła kitę do przodu i znikła z oczu nam, pozostałym, którzyśmy są grubawi, starawi albo leniwi. No nic! leźliśmy pomalutku, bo na początku było ostro pod górkę. Wiedzieliśmy, że idziemy czerwonym szlakiem i że jak tamci znajdą dobre miejsce na popas, to będą tam na nas czekać. Po początkowym kryzysie, mój organizm pogodził się z tym, że tym razem udawanie stanu przedzawałowego nic nie da i szło mi się całkiem nieźle. Mimo to z utęsknieniem wypatrywałam docelowej polanki.

Polanki mijaliśmy liczne i śliczne.

.

.

.

.

I wszędzie kwitły drzewa. Pachniało jak w raju! Byliśmy rozanieleni i coraz bardziej... głodni. I jak łatwo zauważyć na żadnej z tych polanek pikniku nie było;)

Skapnęliśmy się, że coś jest nie tak, gdy zobaczyliśmy taką turystyczną informacyjną tablicę PRZYSŁOP.

Zara zara! Jaki Przysłop? To nie jest przypadkiem już po zejściu z tej górki PO DRUGIEJ STRONIE?

Ale cóż było począć. Szliśmy dalej. Po jakiejś godzinie zrównaliśmy się z czołówką "peletonu". Oni też już trochę mieli dosyć.

Jęcząc i narzekając doleźliśmy do Zawoi. Gdzie urządziliśmy sobie nasz wymarzony piknik na pierwszym możliwie zielonym trawniku. Jak się okazało, wybór był proroczy ;)

.

Po zjedzeniu i wypiciu tego co mieliśmy. "Stary harcerz" zerwał dupsko z trawy i ogłosił, że wracamy tą samą trasą.

Na co usłyszał zgodne: "CHYBAŚ OHUJAŁ!!!"

I po tej demokratycznej deklaracji poszliśmy na busa.

Ogólnie wyprawę można uznać za bardzo przyjemną i nieprzyjemną zarazem. Ale już na następny dzień miałam chęć na powtórkę. Przede wszystkim dawno się tak nie uśmiałam. Lubię tych moich starych meneli z paczki. Już szwendamy się razem tyle lat, że są dla mnie jak rodzina. Największym atutem tej ekipy jest to, że nie ma między nimi ani jednego przeciętnego, normalnego obywatela. Same czuby;)

Ło matko! Która godzina? Już tak późno? Lecę, bo muszę jechać do Castoramy. Łóżko nam się psuje, a jeszcze z rok musi wytrzymać. Zostałam wytypowana do zakupu płaskownika i śrub z nakrętkami. I jeszcze jakieś zakupy po drodze zrobię. Ostro się biorę do tego nowego bloga i muszę trochę pogotować teraz;)

13:49, katecoracius , .
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 07 maja 2012
Kocham poniedziałki

Dzięki ci o losie łaskawy,  że się już ten jebany długi weekend skończył! Ludzie kiedy wy to wszystko zeżrecie? Nie nadążałam na półki donosić.

Kiedy zamykam oczy mam powidoki z kolejek, wózków wyładowanych kiełbachą, węglem i grillami z półmilimetrowej blachy za "dwajścia złoty". Suną mi przez umysł keczupy, sosy, marynaty i piwsko, piwo, piweczko a czasem jakieś wino za dychę, żeby "se nie myśleli żeśmy są mało kulturalni". I widzę oczyma wyobraźni, jak pieką te kiełbasy i karkówy, żrą, tłuszcz im kapie po mordach, zapijają piwem i drinkami z taniej wódy. A potem przydaje się szary papier toaletowy, który trzeba składać siedem razy bo rozłazi się zanim dotknie dupy. I mogą sobie przy tym powspominać, jak bohatersko pokazali w sklepie kasjerce gdzie jest jej miejsce w tym świecie.

Tak. Jestem zmęczona. Ale to nic. Minie.

Nie przejmujcie się. Oczywiście, że jestem radosną grubaską uwielbiającą usługiwanie idiotom, którzy nie potrafią znaleźć stoiska z warzywami, choć zajmuje pół sklepu. Moje rozdrażnienie to tylko chwilowy dołek.

A dziś jest piękna pogoda. Pada i zimno. Oby się utrzymało tak przez parę dni, bo potrzebujemy trochę odpocząć i odsprzątać sklep. Jak jest duży ruch, robi się tylko to co konieczne. Potem wygląda to jak chlewik.

Z innej beczki. Chyba sobie założę bloga stricte kulinarnego. W sumie czemu by nie. Nie jestem i nie będę kucharką doskonałą, ale przydała by mi się taka baza wypróbowanych przepisów, bo czasem mam chęć wrócić do jakiejś potrawy, albo przypomnieć sobie proporcje i nie mogę nic znaleźć, bo część w zeszycie, część w komputerze, część w internecie. Więc zrobię sobie bloga i tam będę miała wszystko a przy okazji będę mogła się tym podzielić z innymi. A poza tym blogi kulinarne są fajne;)

No spadam. Pogotuję coś, bo nie będzie co na tym blogu umieszczać;) Żeberka będę dziś dusić.

14:18, katecoracius , .
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 marca 2012
Nie wyspałam się

Całą noc śniły mi się trupy. Najpierw zakrwawione z wypadku samochodowego, leżące pokotem na chodniku - obudziłam się w środku nocy. Potem sen był miły. Chodziłam sobie po pełnych zbóż polach. I nagle w tych zbożach pięknych, złotych - trupy! Obudziłam się nad ranem. Potem śnił mi się trup w moim łóżku i zastanawialiśmy się z mężem jak się zgłasza czyjś zgon.

To jacyś nieznajomi ludzie. Nawet nie widzę ich twarzy. Nie jestem emocjonalnie związana. I wcale nie czuję strachu ani obrzydzenia. Jedynie wielką ekscytację jak przed wejściem w coś nowego i dawno wyczekiwanego.

Kochany pamiętniku, czy to oznacza, że na dniach zaciukam kogoś siekierą?

Siedzę w domu, bo mam wolne z nadgodzin. Zapoznaję się z poranną ofertą telewizyjną. "Ostry dyżur" leci na tefałenie koło południa! Nie oglądałam tego od lat. A na dwójce puszczali "Chłopów" ale wczoraj był ostatni odcinek. Staję się nudną panią w średnim wieku gapiącą się w telewizor;) A dzisiaj wyprasowałam ręczniki i ścierki. Nie pytajcie po co. Przeważnie wychodzę z założenia, że prasuje to się męskie koszule a na całą resztę szkoda życia.

Zaraz się biorę za intensywne sprzątanie.

A może to kosmici mnie porwali i oddali kogoś innego;)

12:53, katecoracius , .
Link Komentarze (6) »
środa, 21 marca 2012
Nie przychodzi mi do głowy żaden zgrabny tytuł ;)

Włączam tivi a tam Biedronka! W sensie - sklep. Od wewnątrz.

Okazało się, że w dwójce Biedronka sponsoruje blok poranny i bracia Kuroń (wnuki tego Kuronia i synowie tego drugiego) gotują różne potrawy z produktów od nas. No fajna reklama, nie powiem. Ale chyba odkryłam kolejną dziurkę, przez którą uciekła nagroda roczna;)

Wiem. Oglądam za dużo telewizji i mam roszczeniową postawę;)

Mam też skrzywienie zawodowe. Bo w tym pokazywanym w telewizji sklepie zauważyłam głównie, że na stoisku warzywa-owoce, gruszki wymagają uporządkowania;)

Nie żeby u nas w sklepie było idealnie. Niestety. Tak pięknie sobie dbaliśmy, tak idealne nam audyty wszelkie wychodziły! Aż nastał koniec kwartału i tych co godziny wypracowali, kierowniczka musi na wolne wysyłać. Niestety po trzy osoby na zmianę to dużo za mało. Sklep wygląda jak obora. Nie daj Bóg teraz kontroli!

Mimo wszystko po dwóch latach nadal lubię swoją pracę. Czasem mam dość i jestem zmęczona, czasem mam gorszy dzień, ale ogólnie jest fajnie.

I pomyśleć, że mamusia chciała, żebym była lekarzem;)

I mam jeszcze dla was historyjkę z wczoraj. Przestroga dla tych, co chcą dać dziecku oryginalne, zagraniczne imię;)

Siedzę w kasie. Koleżanka obok w drugiej. Kolejki do obu kas stoją obok siebie.

W kolejce u koleżanki stoi mocno wypindrzona pańcia z synkiem. Synek jest niesforny. Pani nieustannie przywołuje go do porządku: "Denis! Denisku! Deniskuuu! Denisss!"

A w mojej kolejce stoją dwaj "nasi" żule. Tacy co to po pięć razy dziennie przychodzą. O czymś tam sobie bełkoczą po cichu, aż nagle słyszą pańcię z synkiem i zamierają. Spoglądają po sobie z niedowierzaniem i jeden mówi półgłosem do drugiego:
- Ty! To dziecko ma na imię Penis?

Niestety mało profesjonalnie nie zachowałam powagi;)

Biedny chłopczyk. Myślicie, że koledzy w szkole nie wpadną na ten sam pomysł, co panowie pijący? A mógł być Piotrusiem, Michasiem albo Marcinkiem.

Za oknem drzewa mają wielkie, pękate pąki. Idę na kawę na balkon :D

10:32, katecoracius , .
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 marca 2012
Strzelam bulwerę

Czyli się denerwuję.

W punktach sobie wypisałam czym, żeby tym razem nic nie zapomnieć.

Nie żeby tam jakieś wielkie rzeczy. Drobiazgi;)

Na przykład reklamy mnie bulwersują. A konkretne dwie. Na pierwszej z nich pani sobie wydłubuje nicią dentystyczną krew spomiędzy zębów i okazuje ją dumnie wszystkim. Na drugiej widzimy dno umywalki, słyszymy soczyste splunięcie i przed oczami ląduje nam coś co wygląda jak mieszanina śliny, pasty i krwi. Nie wiem jak wy, ale ja mam ochotę w tym momencie puścić do tej samej umywalki potężnego pawia. No kurwa! Jak można? Jak nie psie gówno to plwocina gruźlicza! Do czego to zmierza? Czy za jakiś czas zobaczymy jak elegancka pani smarka w chusteczkę i pokazuje nam zawartość ze słowami: Zielone gluty. To pewnie problem z zatokami! A może przekrój przez kibelek? A na kibelku dupsko kogoś kto się wypróżnia i w tle wesoła pioseneczka: Ooo! Jaka sraaaka! Bo skoro można sobie publicznie grzebać w japie i pokazywać co się wyciągnęło, to czemu nie w nosie, albo w kroku?

I bulwersuje mnie, że zamiast nagrody rocznej dali nam w pracy w tym roku podziękowania. Niech se je w dupę wsadzą. Jakbym potrzebowała pracy za podziękowanie została bym wolontariuszką. Pewnie nagroda roczna poszła na te durnowate reklamy w telewizji. A liczyłam na te parę stówek, że je odłożę na wyposażanie mieszkania.

A ostatnio się zbulwersowałam oglądając telewizję. Leciał jakiś teleturniej. W szczegóły nie wchodzę bo nie są interesujące. Przejdę do rzeczy.

Grało dwóch panów. Bracia. Z wykształceniem wyższym. W pytaniu były podane cztery tytuły książek "Busz po polsku", Wojna futbolowa", "Cesarz" i "Szachinszach". A pytanie było o autora tych książek. I nawet mieli podane cztery nazwiska do wyboru: Wańkowicz, Domosławski, Kapuściński i Cejrowski. Panowie stwierdzili, że o tym Wańkowiczu i Domosławskim to oni nawet nie słyszeli, Kapuściński to chyba nie i najbardziej to obstawiają Cejrowskiego, bo on tak boso po świecie jeździ i książki o tym pisze.

Dalej co było nie wiem, bo strzeliłam takiego facepalma, że mnie zamroczyło;)

Czy ja jestem ostatnim człowiekiem przed czterdziestką, który wie kto to Wańkowicz, co napisał Kapuściński i co ma do tego Domosławski?

A nie. Uspokoiłam się trochę, bo mi się przypomniało, że mój mąż też wie. To już nie jestem sama.

W ogóle bulwersują mnie głupi ludzie. Nie żebym się za jakąś mądrą uważała. Ot średniaczek taki;) Ale przynajmniej myślę, zanim się odezwę i staram się jakoś interesować światem, który mnie otacza.

Ło! Zapomniała bym. Rowerzyści! Jak oni mnie bulwersują! Oczywiście jak tylko się ciepło zrobiło, wylegli masowo. I naprawdę rozumiem, że ścieżek rowerowych mało i w dodatku ludzie po nich łażą, że po ulicy to niefajnie, bo kierowcy, ale to nie znaczy, że trzeba gnać chodnikiem jak świr, roztrącając pieszych na boki. Póki co jeszcze chodnik służy przede wszystkim do CHODZENIA. A do jeżdżenia JEZDNIA. I póki chodzenie po chodniku nie jest zakazane, pieszy zawsze jest tam uprzywilejowany. Ma prawo iść powoli, ma prawo iść środkiem, ma prawo się zatrzymać. Ba! On ma prawo nawet skręcić nagle bez sygnalizowania takiego zamiaru. Ma prawo prowadzić małe dziecko za rękę i w ogóle czuć się na chodniku bezpiecznie. Na pewno nie czuje się tak, gdy co chwilę słyszy wzzziiiuut i o włos mija go kolejny pajac w obcisłych gaciach, który se wyobraża, że jest Czesławem Lange. Niech by sobie jechali po chodniku ale po pierwsze z jakąś logicznie dopasowaną do sytuacji prędkością, a po drugie ostrzegając, że za chwilę wjadą nam w dupę. Taki porządny rower wydaje z siebie tylko lekki szelest. Gdy obok jadą auta, wcale go nie słychać. To skąd ja mam wiedzieć, że jedzie? Mam się do tyłu ciągle odwracać, czy lusterko nieść przed sobą? I nie, okrzyk "Z drogi kurwa!" nie jest tym, co mam na myśli, gdy mówię o ostrzeganiu. Wolała bym dzwonek. No ale dzwonki są lamerskie, co nie?

I żeby nie było - ścieżka rowerowa jest dla mnie święta. Nie chodzę po ścieżkach i zdarza mi się zwrócić uwagę tym, którzy chodzą. Mnie wkurzają na chodnikach, więc jestem sobie w stanie wyobrazić, jak ja ich wkurzam na ścieżce.

Ostatnio w niedzielę spacerowaliśmy ze znajomymi po Plantach. Tłumy ludzi. Wiadomo - pierwszy tak ciepły dzień. Oczywiście mijali nas z wizgiem rowerzyści, mimo, że wszędzie łaziły małe dzieci. Oczywiście sypały się "z drogi kurwa" i "spierdalaj mi z drogi". W najlepszym wypadku było zniesmaczone i zniecierpliwione "przepraszaaam!" W pewnym momencie dobiegł nas dźwięk dzwonka zza naszych pleców. Każdy się obejrzał za siebie. Każdy się usunął. Trzy osoby na rowerach przejechały spokojnie. Nie powiem - zbudowało mnie to. Może jeszcze są normalni ludzie w narodzie.

Za jakiś czas zatrzymali się i pili wodę. Tym razem to my mijaliśmy ich. Rozmawiali o czymś.

To nie byli Polacy.

 

No to się pożaliłam. Stara marudna baba się ze mnie robi;)

A tam! Co mi starość może zrobić? Widzieliście już to! One zakwalifikowały się w Rosji do tegorocznego finału Eurowizji. Buranowskie Babuszki! Są zajebiste:

Ta malutka wygląda jak moja babcia. Tylko moja babcia leży, popłakuje i narzeka a ta tu pojedzie se na Eurowizję. A co!

Prawie zabiłam tym teledyskiem moją siostrę cioteczną, bo tak się śmiała, że prawie się udusiła.

A ja płaczę i się śmieję, gdy je widzę i od razu mi lepiej. Katharsis!

Parti for ewrybadi! Dens!

12:50, katecoracius , .
Link Komentarze (3) »
czwartek, 15 marca 2012
... i się pojawiam.

Stęskniłam się za pisaniem. Za tymi wytrwałymi, co tu zaglądają też :) Witajcie misie pysie.

W nowym mieszkaniu żyje się dobrze. Właściciel jak na razie niekłopotliwy. Od przeprowadzki go nie widziałam ani razu, co mnie niezmiernie cieszy. Mieszkanie obskurne i klamka w kiblu się zacina, ale poza tym jest miło. W sam raz na przeczekanie do przyszłego roku. A za rok...

Stresuję się. Tym własnym mieszkaniem. Czuję euforię pomieszaną z przerażeniem. Przeraża mnie ten cały taniec z wykańczaniem i wyposażaniem. Nie dość, że gotówką nie sram, to jeszcze wszyscy dobrzy i polecani fachowcy są za granicą. Mąż pogodnie zapewnia, że któryś na pewno wróci, ale dla mnie to zbytni optymizm, bo niby po co mają wracać. Ja bym nie wracała. Jedyne co mnie tu trzyma, to wrodzona niechęć do zaczynania wszystkiego od nowa;)

A blok budują pięknie. Okna już powstawiali. Miło się na to patrzy. Chyba przez całkowity przypadek trafiliśmy na solidnego dewelopera. Głupi to ma zawsze szczęście;)

Tyle miałam do napisania a teraz pustka w głowie. Tak to jest jak się rzadko pisze.

Ciepło się robi i wkrótce będę mogła poranną kawkę pić na balkonie i słuchać śpiewu ptaków. Tu jest bardzo dużo ptaków. Nie wiem jakim cudem, bo blok blisko centrum miasta i niewiele ich tu chyba radości spotyka. Mimo to drą japy jak szalone przez cały boży dzień. Nie jestem niestety na tyle obeznana, żeby je rozróżniać po głosach. Wychwyciłam sikorki. A reszta jest mi bliżej nie znana. Nie przeszkadza to oczywiście w słuchaniu.

Idę robić krokiety. I przeglądać blogi. Niekoniecznie w tej kolejności;)

13:59, katecoracius , .
Link Komentarze (7) »
sobota, 14 stycznia 2012
Znikam...

Na czas niewiadomy, bo w nowym mieszkaniu nie ma neta.

Nic nie napiszę, bo mnie wloką do noszenia pudeł.

Paaaa...

09:41, katecoracius , .
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 stycznia 2012
Coś się kończy, zaczyna coś...

Zgadnijcie co powinnam teraz robić.

Zgadliście.

Pakować się.

A co robię?

Nic ;P

Mam szczerze dość. Rzeczy do spakowania nigdy się nie kończą?

Pięć lat temu, podczas poprzedniej przeprowadzki, przewieźliśmy wszystko w dwóch kursach samochodzikiem Tico należącym do kumpla. A teraz będzie trzeba ze trzy kursy dostawczakiem wykonać. A i tak bezlitośnie wyrzucamy wiele pierdół. Gdybyśmy chcieli zabrać wszystko jak leci, to chyba nie było by w naszej nowej klitce miejsca na łóżko;)

Mój Boże! Pięć lat! Naprawdę mieszkaliśmy tu pięć lat. W sumie to spory kawałek życia. Ile się różnych dobrych rzeczy przez ten czas wydarzyło. Na przykład ślub wzięliśmy;)

Wczoraj nie mogłam zasnąć. Za oknem wiał straszny wicher, a ja nie mogłam pozbyć się smutku z głowy. Za bardzo się przywiązuję do miejsc a za mało do ludzi...

 

Dobra, bo zacznę ryczeć albo coś. A tego chcemy uniknąć, nieprawdaż?

Coś wam pokażę. W tajemnicy;) Będzie to czystość w kuchni według pana właściciela;) Mam mało zdjęć bo pan był w mieszkaniu (usuwał swoje skarby z niego;) i jakoś mi głupio było cykać fotki;) Te zrobiłam telefonem, gdy polazł do auta po coś.

Szafka w której normalnie są szuflady:

.

i jedna z tych szuflad:

.

I żeby nie było - to nie jest żadna farba, przetarcie ani nic w tym stylu. To BRUD. Udało się go zmyć i szuflada jest normalnie biała.

A jeszcze coś wam śmiesznego opowiem. Szoruję ten syf a pan sobie łazi i zbiera swoje rzeczy z szafek i tak zerka na mnie co troszkę. W końcu się odzywa i mówi - Ależ to pani pięknie i zgrabnie idzie! Rach ciach i czysto! Może by pani sobie dorobić chciała?

Dorobić?

- No u mnie by pani posprzątała w mieszkaniu. Bo pani to super idzie! Podoba mi się taka robota!

W miarę uprzejmymi słowy wyjaśniłam panu, że dorabiać sobie nie mam czasu ani potrzeby.

- Ale na pewno? Bo wie pani - ja bym zapłacił.

No ba! Jakby to nie było oczywiste, że zapłacił by.

- Ja bym DOBRZE zapłacił!

W tym miejscu się zawahałam. W sumie facet biedny nie jest. Może rzeczywiście bym parę groszy dorobiła sobie. Korona by mi z głowy nie spadła. Pytam ile by zapłacił.

- 50... no! Dobra! 70 złotych bym dał, bo pani super to idzie. Tam dużo nie ma. Dwa pokoje z kuchnią i łazienką.

Uprzejmie poinformowałam pana, że możemy wrócić do rozmowy jak dopisze do siedemdziesiątki jedno zero;) Już sobie wyobrażam jego rozkoszne, zasyfione gniazdko rodzinne. Roboty jest pewnie na tydzień.

Pan zrobił duże oczy i powiedział, że za tyle to sobie firmę sprzątającą wynajmie;) Na co odparłam, że ja też jestem firma sprzątająca;) I na tym temat umarł;)

Nieźle się zaczyna. Nie ma co!

 

I jeszcze Gotye na dziś;)

Boże! Kocham się w tym facecie na zabój! Wzdycham do jego zdjęć! Normalnie jak jakaś różowa szesnastka;) Jakbyście widzieli dalsze postępy zdziecinnienia u mnie, to proszę mnie dobić!

On jest taki seksowny!!! Ma takie piękne dłonie! I nieziemski uśmiech!

Rozważam ucieczkę z domu i zamieszkanie w Australii;)

12:34, katecoracius , .
Link Komentarze (2) »
środa, 11 stycznia 2012
Zajedwakurwabiście!

Może mi ktoś wytłumaczyć jak można wynająć ZA PIENIĄDZE komuś mieszkanie zasyfione i pełne pierdół po tatusiu co umarł?

Wykończy mnie ta przeprowadzka. Fizycznie i psychicznie.

Nowe mieszkanie jest ... no cóż. Jest. I to najważniejsze. Jakoś ten rok przecierpimy. Cena znośna i blisko do roboty.

Ale i tak wzdycham ciężko. W każdej szafie i schowku tkwi jakiś skarb. A to kożuszek, co się już sam rusza ze starości, a to pół tony jakichś papierzysk, a to dywan który kiedyś był biały a teraz jest bury. Pan właściciel zapewnia, że do soboty wszystko zniknie, ale jakoś tego nie widzę.

Boże! Miał miesiąc na ogarnięcie tego burdelu i nawet palcem nie kiwnął! Czy on myśli, że całe to przedpotopowe gówno samo wylezie na śmietnik?

A kuchnia! Najlepsza jest kuchnia. Podobno remont był trzy lata temu. Wierzę. Tylko dlaczego mam wrażenie, że od remontu w niej nie sprzątano? Z lodówki wali jak z murzyńskiej chaty. I mają chyba z miliard talerzy i kubków! Brudnych od starości i nieużywania. I leży mi toto i blokuje miejsce.

Może sobie teraz nie przysporzę popularności, ale muszę wylać jad z siebie i to napisać.

Krakusy to brudasy nad brudasami.

Wszyscy bez wyjątku "Krakowianie od czasów zaboru austriackiego", jakich znam po pierwsze nigdy niczego nie wyrzucają, w związku z czym na balkonie straszy etażerka po cioci Gieni a w szafie buty pradziadka Wincentego, po drugie nie sprzątają i nie czyszczą niczego, chyba, że ich sąsiad zaleje i trzeba zetrzeć wodę;)

I jeszcze w tej grupie wyróżniamy podgrupę, która uważa częste mycie za fanaberię i marnowanie wody. Nigdy nie zapomnę dziadka od którego kiedyś żeśmy wynajmowali. Wiecznie nas ochrzaniał, że zużywamy za dużo wody i przechwalał się, że on się kąpie cały raz w tygodniu a w środę dodatkowo myje się od pasa w górę;) Od pasa w górę! Wyobrażacie sobie jak musiało mu capić z ogóra po tygodniu niemycia! A dziadzio nie był patologiczny. Normalny, przeciętny emeryt z normalną, przeciętną rodziną. I dziwić się, że w tramwajach śmierdzi.

Zadziwiające, że choćby niewielka domieszka niekrakowskiej krwi niweluje tą cechę do poziomu normalności. Megasyfiarzami są tylko ci, którzy chwalą się swoją odwieczną krakowskością. Może mi to ktoś wyjaśnić? Czy to reguła jest, czy ja mam pecha?

I ja teraz będę mieszkać w mieszkaniu po rodowitym Krakusie. O losie mój!

Dziś rano na klęczkach drę brud z lodówki i na to wchodzi pan właściciel. I mówi - Oooj! Pani myje! Niepotrzebnie. Ona przecież już była myta.

Hmm? To ona jest taka PO UMYCIU? To jaka była przed? Robaki w niej mieszkały?

Ale zmilczałam dyplomatycznie. Uśmiechnęłam się tylko krzywo. Rodowity Krakus;)

 

A z innej beczki:

Normalnie zakochałam się w tym całym Gotye. Nie wiem co ma w sobie ta muzyka, ale rozpierdala mi duszę na małe miękkie kawałki.

I po raz pierwszy od liceum ślinię się na widok piosenkarza;) My God! Jaki on jest SEXY! Gdybym miała z 15 lat mniej, pierdolnęła bym se na ścianie jego plakat;)

17:06, katecoracius , .
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Eee... Cześć?

Wiecie, ja nigdy nie byłam systematyczna. Robię coś, póki mnie to fascynuje, a potem ciskam na bok i robię coś innego a potem... No właśnie.

Chwilowo blog ten zszedł na bardziej odległą orbitę moich fascynacji. Główną fascynacją jest gra Heroes 5 której za nic przejść nie mogę, gdyż gówniany ze mnie strateg. Ale sobie miło próbuję.

A potem sobie chyba wrócę do gry DiabloII, bo kiedyśtam grałam ale porzuciłam, a teraz chyba znowu mi się przypomniało o niej.

No właśnie. Ja chyba nigdy nie pisałam, że lubię gry komputerowe. Może dlatego, że lubię je bez wzajemności. W żadnej nie jestem zbyt dobra;)

Oczywiście nie zamykam bloga ani nic takiego. Po prostu chwilowo tu nie bywam i tyle. Za jakiś czas krótszy lub dłuższy znów mi się przypomni i pomyślę jak to fajnie było pisać. Wtedy przyjdę i będę pisać znowu.

A póki co prezentuję moją ostatnią FASCYNACJĘ:

Boże! Jaki to jest piękny teledysk! Zobaczcie na tego faceta! Jest całkiem przystojny w pierwszych scenach. Nawet mój typ;) A gdy zaczyna śpiewać głośno, całkowicie zmienia mu się twarz! Staje się taki... taki... brzydki! Piękny i brzydki zarazem. A najlepszy jest pomalowany. Nieziemska ekspresja i mimika. Chyba ze dwadzieścia razy już to oglądałam. Małe dzieło sztuki!

No i piosenka też niezła;)

Nie mam pewności, czyście zrozumieli coś z mego bredzenia. To jest jeden z moich naczelnych problemów - wcale nie umiem przekazać moich przeżyć i myśli. W związku z tym duża liczba ludzi sądzi, że nie myślę i nie przeżywam wcale;) A jak dam im popróbować tego co we mnie tkwi, spierdalają w podskokach, bo czego innego się spodziewali;) Wszystko przez to, że marnie mi przekazywanie wychodzi.

Ale w was wierzę moi wierni czytelnicy :D

Naprawdę się cieszę, że jesteście.

23:31, katecoracius , .
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11